Nawiązując do mojej poprzedniej relacji z tej imprezy, sprzed dwóch lat, pojechałem tam bardzo ciekaw, jak przez ten czas impreza się rozwinęła.
Ogólnie wszystko było bardzo podobnie. Meldujemy się na campingu, co prawda bufet nie ma już langoszy, ale poza tym jest fajnie. Cieszymy się wolnym czasem, spotkaniem i wodą, w której możemy zaznać ochłody. A ten weekend należał do cholernie upalnych.
W sobotę odbywa się drag racing. Pokazał się znów
przepiękny gasser Mercury Comet ’66 z Austrii, stamtąd też przyjechał Pontiac
Firebird 1 gen. To już drugi, jakiego miałem szczęście zobaczyć w tym roku, a
nie są zbyt często spotykane.
W niedzielę zawody na dirt tracku. Tutaj pazur pokazała
ekipa z Niemiec „Lau Motors Company”. Przywieźli dwa auta do dirtu, ale na
dragu też nimi śmigali. Jednak to tor ziemny jest ich naturalnym środowiskiem i
to było widać. To nie były jakieś urodziwe hot rody, tylko maszynki do
zapieprzania po wertepach. I robili to w znakomitym stylu. Chętnie jeżdżę na
różne niemieckie imprezy i wiem, że mają sporo imprez na dirt tracku (Rust’n
Dust, Massen, Castle Bash, Hindenberg), więc mają gdzie ćwiczyć i testować.
Hot rod z UK oraz ten od organizatora również świetnie
sobie radziły.
Nasi zawodnicy też dzielnie stawali, tyle że nie obyło się
bez przygód. Panel Van w jednym zakręcie nieomal ściągnął sobie oponę z koła, a
„Taras V8” urwał zawieszenie, które musiało być spawane. Ale należy pamiętać,
że to były samochody, które przyjechały na kołach z Polski i na nich miały
wrócić. Wszyscy byliśmy wdzięczni lokalnemu mechanikowi, który bezinteresownie
pomógł i perfekcyjnie pospawał, co było trzeba.
Po sobotnich wyścigach zagrały jeszcze raz na imprezie przy plaży, potem zagrali jeszcze chłopcy z Ati Edge and the Shadowbirds.
Poza wyścigami na campingu odbywało się imprezowanie w
plażowym stylu. Upał, jak już wspomniałem, trafił się nam rekordowy (40°C), a
możliwość zanurzenia się w wodzie była prawdziwą ulgą.
Bardzo miło spotkać znajomych, zabawy było po pachy, ale bardzo poważnie zastanawiam się, czy impreza w tej formule może się utrzymać.

W porównaniu do edycji 2024 uczestników było zauważalnie mniej, a widzów też
garstka. To oczywiście tylko moje wrażenie, nie mam danych o frekwencji, ale
tak to widziałem.
Będę tej imprezie kibicował i trzymał za nią kciuki.
Organizują to bardzo sympatyczni ludzie, a sama impreza jak dotąd wszystkim się
podoba, tylko jakoś nie potrafi dobrze wystartować. Oby to się udało!
Wszystkie zdjęcia w pełnej rozdzielczości można zobaczyć w galerii flickr: The Race of Last Rebels
Relacja oraz zdjęcia są również na moim fanpage: Deep South Photo - classic cars photos






