Udało mi się zaliczyć kolejną edycję Race61!!!
Nie wiem co mógłbym napisać czego jeszcze nie wiecie, a jeśli ktoś tu jest nowy i chciałby coś więcej, to zapraszam do przeczytania poprzednich relacji.
Już tegoroczny Season Opening był niezwykle udany pomimo dość kapryśnej (dla fotografa) pogody. Odniosłem wówczas wrażenie, że w powietrzu unosi się obietnica jeszcze lepszego Race61.
Nie wiem jak organizatorzy to robią, ale w mojej subiektywnej opinii tak właśnie było.
Nastąpiły pewne przetasowania w ustawieniu stoisk, Airfield Casino oraz scena wróciły do centrum imprezy - co bardzo mi się spodobało.
Natomiast to co naprawdę mnie – fotografa - zachwyciło, to przeniesienie bannerów, które były naprzeciw padoku nieco dalej naprzeciw widowni, a zamiast nich pojawiły się bannery z nadrukowanymi drzewami. Genialny pomysł jak dla mnie! Ci którzy obserwują moje zdjęcia, wiedzą że nałogowo uwielbiam panning shots (zdjęcia robione techniką panoramowania), a dzięki temu teraz jest tam dużo lepsze tło. Te bannery, które były są świetne i stylowe – to nie reklamy płatków czy suplementów, ale jako tło do zdjęć drzewa spisują się po prostu o wiele lepiej w mojej opinii.
Dowiedziałem się już komu mogę postawić wielkie piwo za tą inicjatywę - i zrobię to. 🙂
Pogoda na imprezie dopisała, dostaliśmy wszystko z czego słynie Race61, był piekące słońce, był też słynny deszcz. Jednak tym razem nauczony doświadczeniem bardzo pilnowałem żeby nie zapomnieć wziąć ze sobą dużej butelki wody na tor.
Wspominałem, że na Season Opening powrócił długo nie widziany zielony Dodge Polara 1969 „El Polara” z mocarnym Hemi 572 od Ray Barton Racing Engines, na głównej imprezie również się pojawił. Przybył nawet równie znany biały Dodge Coronet 1967 „Liquor Run”. Jak się dowiedziałem zmienił właściciela, co prawda nie pojawił się na torze, ale może za rok? Trzymam za to kciuki. Natomiast nie zawiódł piękny Dodge Polara 500 z 1963 „Dodge Country” - znowu miałem okazję zrobić mu parę zdjęć.
Cholera, zaczynam coraz bardziej tęsknić do ich przepięknego Willysa Coupe.
Po raz kolejny pojawił się belly tank racer czyli wyścigówka zbudowana z lotniczego odrzucanego zbiornika paliwa. Warto odnotować, że ostatecznie zajął pierwsze miejsce w klasie ‘Flathead’. To prawdziwy maniak ścigania. Widywałem go na dirt trackach w z piękną zabytkową wyścigówką klasy 'Midget' we Włoszech na Roll 'n Flat startował klasycznym hot rodem.
Był też wściekle szybki Garbus 1952 „Luft kultur” oraz drugi szybki ‘lufciok’ czyli Karmann Ghia.
Wśród najciekawszych jednośladów był zabytkowy BSA (lub motor z silnikiem tej marki, nie jestem w stanie rozpoznać dokładnie). Z tego co zauważyłem jego właściciel nie traci żadnej okazji żeby się ścigać, a charakterystyczny, twardy klang jego silnika chyba zawsze rozpoznam. Simson AWO z trzema połączonymi silnikami też się pojawił, a także Harley Davidson dragster, który był tu nowością. Był też skuter z dodatkowym silnikiem pulsacyjnym (jak przypuszczam), który był również na Season Opening.
Wracając do samochodów. Wiecie, że uwielbiam MOPAR-y. Zmartwiło mnie, że nie pokazał się bordowy Dodge Coronet R/T 1968, ale jego właściciel pojawił się z nowym projektem Dodge’a z silnikiem Wedge V8 413 cui który pierwszy raz miałem okazję zobaczyć na własne oczy. Natomiast był obecny jego bordowy bliźniak czyli Coronet 440 z silnikiem Magnum 383cui, który świetnie sobie radził na dragstripie. Wraz z kilkoma znajomymi, zastanawialiśmy się co on tam porobił, że zasuwał jak wściekły.
Sporą sensację zrobił Ford DeLuxe (model popularnie zwany ‘Shoebox’) z silnikiem 557cui (9,1L) i potężną sprężarką. Jeśli dobrze zrozumiałem to osiągał moc chyba ponad 2000 KM. Niezorientowanym przypominam, że standardem dla dragsterów NHRA są silniki 500cui.
A propos, skoro przy Fordach jesteśmy, to oczywiście piękny zielony Ford Coupe 1941 z Rockabilly Racing Garage też konkurował na dragstripie.
Na torze dzielnie dokazywał też czerwony Plymouth Roadrunner który jest czymś w rodzaju ‘tribute car’ dla wyścigówki NASCAR, a dokazywał tak że wylądował na podium z trzecią lokatą wśród samochodów klasy ‘Modified’.
Oczywiście nie brakło też Camaro w różnych wersjach, Bel Air w tym gasser zbudowany na Bel Air 1gen. Station Wagon (kombi), Chevy Nova.
Tradycyjnie nie zawiodły Szczecińskie Amcary. Kibicowałem też sympatycznemu Czechowi, który swoim Hot rodem w zeszłym roku zdobył trzecie miejsce, ścigał się również na Race of Last Rebels. Pokazał się też Bielawie, odwiedzający ten zlot pewnie nawet nie przypuszczali jak z niego racer.Warto odnotować, że ze Szwajcarii przybył piękny AMC AMX.
To tylko garstka uczestników, jak zwykle polecam przy następnej okazji zobaczyć to osobiście, bo w mojej prywatnej opinii to najlepsza tego typu impreza w promieniu 1000km od domu. Jeśli ktoś wie o wydarzeniu, które może konkurować – dajcie znać, postaram się je odwiedzić.
Jednocześnie przypominam, że to co ja tutaj opisuję i pokazuję to tylko wycinek tej fantastycznej imprezy, część wyścigowa. Po zejściu z toru mimo chęci i planów po prostu nie miałem już siły się szwendać z aparatem, ponieważ 6-7 godzin na nogach w ostrym słońcu naprawdę potrafi dać w kość - ale zawsze chętnie to powtórzę. Zajrzyjcie na fanpejdż imprezy, znajdziecie tam to wszystko co mi umknęło. Tymczasem już oczekuję kolejnych eventów na Finowfurt Raceway.
Komplet zdjęć z Race61













